Od kiedy pamietam szukałam pomysłu na siebie. Swoj swiat swoj system wartosci zasad i prawd.szukalam swojego celu i miejsca w zyciu. Nie potrafiłam. Zawsze cos umykało. Na szczescie byla ona. Ksztaltowala mnie jak plasteline cale liceym. Byla zawsze obok pomocna chetna. Stawala w mojej obronie , zabierala ze soba wszędzie. Realizowalysmy jej szalone pomysly. Dobrze mi bylo przy niej. Dobrze i bezpiecznie. Rozdzielily nas studia . ona wyjechala ja zaczelam studia. Kazdego dnis pisalam do niej listy. Przez dziesiec miesiecy. Chcialam przprzyjmowac jej prawdy sluchac jej rad, tylko czas studiow brak namacalnej obecnosci zmienial mnie . coraz trudniej przychodzulo mi przyznawanie jej racji. Corsz czrsciej dostrzegalam różnice miedzy nami ,byl tez czas kiedy zniw bylysmy razem , pod jednym dachem. Na jednym łóżku. Tylko wtedy dzielilo nas wszystko.
Jyz nie bylo komu sie zwierzac nie bylo rad napomnień otwierania oczu.zamykalam sie w sobie. Hulanki i swawole przykrywaly moj osobisty nieszczesliwy świat. Zadna przyjazn potem nie byla juz tym samym. Uciekalam wcsiebie bardziej i bardiej. Potem byly listy ,zeby ktos przeczytal postaral sie zrozumiec moj swiat. Teraz jest blog. Juz nie po to by ktos czytal i staral sie zrozumiec , lecz po to by ujac choc troche bolu i strachu mojej zmeczonej psychice
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz